28.09.2007

Werdykt z przyszłości
Legenda o upadłym Cesarzu

 

Kiedyś usiądą uczeni z przyszłości
By dokonać oceny różnych zaszłości
Historyczną odbędą naradę i spiszą protokół
Czy aby Cesarza nie wynieść na cokół

Gromadnie wyliczą mu zasługi
Bo oni przecież historii uniżone sługi
I powiedzą co następuje
Jak Cesarz w historię się wpisuje

Ten to dopiero miał plan nad plany
Przez cały polski Naród był popierany
Planował wszystko trzymać w kupie
Tak naprawdę Naród miał w d….

Planował rządzić dwie kadencje
Zgłaszać zmieniać organizować konferencje
Plany miał wielkie światowe globalne
Wszystko co robił było idealne

Narodowi dał stukilową sztabę złota
Niestety okazało się że była z błota
Kiedy siedział tak napuszony
Nie przeczuwał że będzie strącony

Miał się za wybrańcę Boga
Stąd obca mu była przed Bogiem trwoga
Za nic miał ludzkie sprawy
Przecież on był powołany do kraju naprawy

Dumnie nosił w klapie wizerunek
To nic że na wielu sprowadził frasunek
Jak się nie załapali to ich wina własna
Przecież mogli ukraść miliona rzecz jasna

I tak sobie Cesarz cesarzował
I nie zauważył kiedy przeholował
Dumna pycha szalę przechyliła
I prostaka z tronu obaliła

Upadł bałwan z wielkim hukiem
Jak się okazało był on niedoukiem
Do dziś swej postawy nie potrafi zmienić
Najwyraźniej Naród powinni mu wymienić

Radzą w trudzie historycy biedaczyny
Jakie by tu uwypuklić Cesarzowi czyny
Wystawić go czy też nie na ten cokół
Przecież to nasz orzeł to nasz sokół

Ech sokole gdybyś nie był taki przemądrzały
Twoje plany pewno by dojrzały
A tak Naród z tronu cię wykopał bez litości
Poniżając cię aż do bólu aż do kości

Gdyby nie to dzisiaj śmiałbyś się nam w oczy
A tak próżnej pychy żal cię toczy
Tak cię toczy i pożera
Że aż rozum ci odbiera

Teraz próżne twoje trudy i zamiary
Nic ci już nie przywróci wiary
Ani zagrożenie ani żadna trwoga
Bo upadłeś z woli Boga

Po naradzie z triumfem ogłoszą
Że na kamienny cokół cię wynoszą
Historycy z dalekiej przyszłości
Wszak nie znają twoich upadłości

Będziesz stał na cokole taki jaki byłeś
Skamieniały zimny bo niczego się nie nauczyłeś
Prosty dłutem od siekiery wyciosany
Bo przez własną głupią pychę przegrany

Nazwą ciebie mężem opatrzności
Bo nie znają twoich złośliwości
Wielkim będą ciebie nazywali
Bo prostactwa twego nie poznali

My współcześni tobie zaświadczymy
Jakie twoje obrzydliwe czyny
Jak ty ranisz Naród nasz
Gdzie twój rozum gdzie ty honor masz

Kiedy staną wszyscy pod twym obeliskiem
By nie nazwać tego wielkim pośmiewiskiem
Zmień postawę mówię tobie zmień nawyki
Bo już dawno wpadłeś we własne wnyki

Wiem wiem lepiej gdybym tę naukę porzucił
Prędzej upartego osła bym nawrócił
Niż Cesarza z tronu strąconego
Swą porażką do boleści dotkniętego