Zbigniew Głuszczyk

Wiersze – sentencje – komentarze – listy – opowiadania
Motto: Pisać prosto do serc ludzkich

4.02.2011

Nauka pokory- opowiadanie 2002/2003

Było to jakieś dziesięć lat temu. W naszej parafii na każde święta lub większe uroczystości organizowana jest ogólna spowiedź święta dla całej parafii. Zapraszani są okoliczni Kapłani tak, że nie ma większego problemu, aby dobrze i w niedługim czasie się wyspowiadać. Trzeba tylko dobrych chęci. Praca choćby najważniejsza nie zając i nie ucieknie jak mówi przysłowie. Nie doceniałem tego wielkiego dobrodziejstwa jakim jest taka spowiedź dla chrześcijanina, aż pewnego razu przytrafiło nam się pewne zdarzenie. Mówię nam, gdyż moja kochana małżonka też brała w tym udział. Bez bicia muszę się przyznać, że było w tym więcej mojej winy, a może nawet cała wina była moja! Było to wiosną gdyż mieliśmy duży nawał pracy w szklarni. Wszystko było ważne tylko nie spowiedź święta, a w ogóle miałem wrażenie, że wypadła w czasie dla mnie najmniej odpowiednim. Żona wspomniała o spowiedzi, ale odpowiedziałem, że musimy wszystko porobić, aby nic nie zostało na święta. Miasto mamy blisko to wyspowiadamy się w każdej chwili nawet wieczorem. Widać nie spodobało się Panu Bogu to moje myślenie i postanowił dać mi lekcję pokory! Gdy zbliżyły się święta i nie należało już dłużej odkładać tego świętego obowiązku, pojechaliśmy do miasta aby się wyspowiadać. Wszędzie w świątyniach ludzi było dużo. Najpierw obeszliśmy kilka kościołów, ale wszędzie było to samo. Trzeba było gdzieś się ustawić w kolejce i odstać swoje. Kiedy wydawało się, że już za chwilę zacznę się spowiadać, ksiądz grzecznie przeprosił i powiedział, że musi iść odprawiać Mszę Świętą. Znowu zmieniliśmy kościół. Tu było luźniej. Porozglądałem się. Przy wszystkich konfesjonałach było po kilkanaście osób tylko przy jednym w samym tyle kościoła nie było nikogo mimo, że Kapłan w nim był. Zdziwiło mnie to trochę, ale pomyślałem, że może ów spowiednik, staruszek zakonnik jest surowy w swoich ocenach. Modliłem się chwilę, ale sytuacja nie zmieniła się. Nadal do księdza staruszka nikt nie podchodził. Postanowiłem jeszcze raz bacznie przyglądnąć się księdzu, który nie wzruszony tym, że nikt nie podchodził czytał brewiarz. Nie wyczytałem na twarzy Kapłana żadnej surowości, a nawet wydawało mi się, że jest dobroduszny. Pomyślałem :,, A co będę się bał ‘’i ruszyłem w stronę konfesjonału. Jak się zaraz okazało czcigodny Kapłan z racji wieku niedosłyszał! Widocznie miejscowi parafianie znali Go i dlatego nie podchodzili do niego. Trafił się jednak taki bohater jak ja. No i zaczęła się spowiedź! Ksiądz staruszek nie dosłyszał więc pytał mi się głośno po trzy razy o to samo! Ja natomiast, aby tego uniknąć zacząłem mówić coraz głośniej! Tak czy owak podobno było słychać z czego się spowiadam, aż pod sam ołtarz główny! Gdy wróciłem do ławki pomodliłem się i z pokorą przyjąłem tę spowiedź świętą. Postanowiłem jednak, że zawsze będę korzystał ze spowiedzi organizowanych w mojej macierzystej parafii! Widać spodobało się to Panu Bogu i chyba oto mu chodziło, gdyż po przyjęciu Najświętszego Sakramentu napełnił mnie taką radością jakiej nigdy nie doznałem! Czułem się tak wyspowiadany i tak oczyszczony, że nie zwykła radość wypełniła mi serce! Gdy wracaliśmy do domu, żona co chwilę pokpiwała ze mnie powtarzając: ,, Ile razy, ile razy? ‘’Ja natomiast modliłem się w intencji tego czcigodnego Kapłana, aby Pan Bóg obdarzył Go zdrowiem i długim życiem. Bracie i siostro, kochany czytelniku doceniaj to, że możesz wyspowiadać się u siebie w parafii i nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę! No chyba, że pozazdrościłeś mi tak oczyszczającej spowiedzi i chcesz trafić na takiego Kapłana! To życzę powodzenia! Ha Ha Ha!

3.02.2011
Data druku

Kain i Abel- opowiadanie 2002/2003

Pewnego razu będąc w kościele na Mszy Świętej niedzielnej zacząłem przyglądać się kwiatom przy ołtarzu. Był sierpień. Poranek był piękny i słoneczny, a promienie słońca wpadając przez górne okna oświetlały właśnie kwiaty przy ołtarzu. Może dlatego zwróciłem na nie uwagę. Kwiatami którymi przystrojony był ołtarz były mieczyki. Kwiaty były piękne, ale to nie był pierwszy gatunek. Dla laika żadna różnica, ale ja znam się na kwiatach, gdyż jestem ogrodnikiem. Znałem źródło pochodzenia kwiatów oraz ich właściciela, którym był mój znajomy. Domyśliłem się, że pierwszy gatunek został przeznaczony do handlu. Zacząłem się zastanawiać czy to dobrze czy to źle,że tak to zostało zrobione? Rozpatrując od strony handlu to niby, dobrze, gdyż pierwszy gatunek sprzedał bez problemu, a te przecież też ładnie przystroiły ołtarz. Z kolei gdyby chcieć sprzedać te od ołtarza to byłoby trudno, a może nie możliwe. Mógł też w ogóle nie dawać kwiatów i nic by się nie działo, przecież nie ma takiego obowiązku. Nie umiałem rozstrzygnąć jednoznacznie tego zagadnienia. Czas mijał, kwiaty zwiędły, a na ich miejsce postawiono nowe. Jednak ta myśl ciągle mi wracała! Nawet przypomniała mi się historia usłyszana jeszcze jako dziecko na lekcji religii- O Kainie i Ablu.
Pamiętam jak ksiądz katecheta opowiadał, że Abel wybrał ze stada owiec najpiękniejszą sztukę. Złożył ją w ofierze i jego ofiara została przyjęta. Dym z jego ofiary wzbijał się wprost do nieba. Natomiast Kain był może ogrodnikiem tak jak ja bo składał w ofierze warzywa i inne płody rolne. Pamiętam, że ksiądz mówił, że Kain wybrał płody nadgnite i nie dorodne! Jego ofiara nie została przyjęta. Dym snuł się po ziemi, kręcił i zawracał! Choć sobie przypomniałem to opowiadanie, które głęboko zapadło mi w pamięci, to nic mi to nie rozjaśniło, a to dlatego, że kwiaty naprawdę były ładne. Jedynie wprawne oko ogrodnika pozwoliło rozpoznać, że nie jest to pierwszy gatunek. Te najładniejsze kwiaty po prostu zostały sprzedane.
Nadszedł październik czas kwitnięcia złocieni. Postanowiłem wzorem kolegi dać do Świątyni kilkanaście doniczek kwiatów. Zacząłem chodzić po szklarni i wybierać. Wybrałem kilka najładniejszych, ale zaraz pomyślałem, że mogę dać mniejsze, a te pójdą do handlu i za nich więcej wezmę. I nagle olśniło mnie a zarazem przeraziło!!! Przecież ja robię dokładnie tak jak zrobił Kain!!! Historia którą pamiętam z dzieciństwa była przejaskrawiona o tych nadgniłych płodach ziemi, aby dzieci lepiej rozumiały jej sens. Kain zapewne zrobił tak jak ja zamierzałem zrobić! Po prostu pomyślał, że te ładniejsze sprzeda a na ofiarę mogą być mniej dorodne. Złożył w ofierze mniej ładne lub jak kto woli ,,przebrane” i wcale nie musiały być zgniłe jak to ksiądz opowiadał. Jakże jestem wdzięczny Panu Bogu, że mnie grzesznego pouczył zanim zawiozłem te kwiaty do kościoła! Wybrałem zatem 14 najpiękniejszych doniczek złocieni. Tak pięknych, że aż sam ksiądz Proboszcz był zachwycony!
Z tego jasno wynika, że ile razy ofiarujemy coś Panu Bogu to ocieramy się o historię Kaina i Abla! To my decydujemy czy będziemy Kainami czy Ablami! I dlatego powinniśmy baczyć aby nasza ofiara była zawsze szczera, hojna, i z radosnym sercem składana! W przeciwnym razie lepiej nic nie ofiarowywać!!!