Zbigniew Głuszczyk

Wiersze – sentencje – komentarze – listy – opowiadania
Motto: Pisać prosto do serc ludzkich

15.11.2011
Dla Homosovieticus

Różowe okulary

 

Kopią człowieka
W centrum Warszawy
Ci co chronić mają
Inni różowe okulary zakładają

Trzeba by się jednak wysilić
Trochę pomyśleć z rozsądkiem
Na te niegodziwości całe ary
Najłatwiej włożyć różowe okulary

Najlepiej niczego nie widzieć
Lub w innych kolorach zobaczyć
Zawsze więc pod ręką mają
I różowe okulary zakładają

Rodacy komuną skażeni
Którym wolności nie trzeba
Gdy sukces trąbią fanfary
Oni zakładają różowe okulary

23.10.2011

,,Salomonowe”decyzje

 

Panie należy się nam kara
Bo przebrała się niegodziwości miara
Psom więcej funduszy przyznają
Z większą troską niż o dzieci dbają

Nie stać nas na to tłumaczą
O pustej kasie dla dzieci majaczą
Zapewniają o swojej troskliwości
Wyzyskując rodziny bez litości

Rząd za gardło cię trzyma
A tu znowu krzyżowa zadyma
Ponoć w obronie ładu konstytucyjnego
Używając gałgana szmacianego

Lecz naród dał przyzwolenie
Udając że nie widzi to zniewolenie
Woli troskać się o biedne pieski
O dzieci niech troszczy się Ten niebieski

Panie dokąd będziesz zezwalał
I na te niegodziwości pozwalał
Poślij na nowo swego proroka
Niech upadnie ta bezbożna epoka

12.11.2011

Za – kłamanie

 

Każdemu zdarzyć się może
I świętość tu nie pomoże
Małe kłamstwo na potrzeby
Skłamać potrafi nawet niemy

Ale przekroczyć kłamstwa granice
Niektórym żadne to różnice
Wyjść z kłamstwem po za
Incydent którego nie zwilży łza

Za – kłamaniem jest fałsz i obłuda
Z którego wyrwać nie wielu się uda
To jak bagna i torfowiska
Wciągające w obłudy widowiska

To trwanie w fałszu niewoli
Najgorsze bo to nie boli
A szerzy się jak epidemia
Skaża myślenie jak pandemia

Wpełzło do wnętrza Kościoła
Nie zważając że Chrystus woła
Zatruło jadem umysły
Zniewoliło rozeznania zmysły

Przejmuje mnie trwoga
Na to zakłamanie dzieci Boga
Nie widzę na to sposobu
By nie zeszli z tym do grobu

11.11.2011

11 listopada

 

Polsko twoje mogiły
Krzyżami są znaczone
A nasze wolności
Suto krwią zbroczone

Dla wielu to nic nie znaczy
Dziś głupota się szerzy
Podważając te stosy kości
W potrzebę ofiary nie wierzy

Ziemio nasza Polsko
Coś tę ofiarę przyjęła
Pozwalasz dumnie mówić
Jeszcze Polska nie zginęła

I na nic krzyki wrogów naszych
Tych tchórzy spod sierpa i młota
Wrzeszczących o innej wolności
A z nimi różnej maści …….. hołota

Polsko twój Ołtarz Wolności
Krzyżami u nas znaczony
Mogiły twych synów wyznaczają szlak
Patriotów krwią suto skropiony

7.11.2011

Świętoszki

 

Dziś co drugi to święty
Ręce składa i oczy wznosi
Swe modlitwy wciąż kieruje
I o niestworzone rzeczy prosi

Nieustannie w obronie staje
Ponoć skrzywdzonych myślicieli
Co to nowe prądy głoszą
I wciąż Kościół zmieniać by chcieli

Wierząc w swoje mądrości
Za oświeconych się mają
Wszystkich chcą pouczać w koło
Choć podstawowych prawd nie znają

Zapatrzeni w swoje fakultety
Najlepiej wszystko umieją
Gotowi każdego pouczać
Wmawiając im że nic nie rozumieją

To nie święci tylko świętoszki
Dewocją swą opanowani
Pragną siedząc w pierwszych ławkach
Elitą Kościoła być nazwani

5.11.2011

Zasiedzenie

 

Madre prawo
Dotyczące własności
Które nie działa
Gdy dotyczy pewności

Zasiedzeni na posadach
Przez lata okupują stołki
Pewni swego miejsca
Jak na pastwisku kołki

Swój horyzont widzą
Z miejsca jednego
Z ciepłego stołka
Nie dopuszczając widzenia innego

Takich adasiowych pieronków
W tłuszcz obrastanych
Pełno wokoło siebie
Na swoim utrzymaniu mamy

Komu służą nie wiadomo
Nam czy sobie samym
Wciąż od rzeczy mówią
Mieszając w Kościele mym

Kurczowo udają myślicieli
Miejsce trzymając- stołek
Jak ten na pastwisku
W trawie kołek

21.10.2011

Nie o taką Polskę chodziło

 

Ci co stoją na twym przodzie
Zafundowali tobie narodzie
Kraj bez solidarności
Żerując na twej ufności

Pięknymi hasłami cię uwiedli
Wizją dobrobytu zwiedli
Roztaczając przed tobą plany
I jakie to szanse mamy

Lecz nie takie były ich zamysły
Już przy śmierci Popiełuszki prysły
Zobaczył każdy szansę dla siebie
Na szarym końcu stawiając ciebie

Siadając do okrągłego stołu
Z przeciwnikami pospołu
Podjęli niegodne układy
Jak podzielić polskie pokłady

Grubą kreską wszystko oddzielili
Poniżanych bitych i tych co bili
Dając znak że krzywda im się nie stanie
Tak zakończyli Solidarnościowe Powstanie

No i nastała gospodarka rynkowa
Stara prawda tyko odnowa
Ukraść trzeba pierwszego miliona
Bo nowa transformacja się nie dokona

Pozmieniano hasła priorytety prawo
Jedni drugim głośno bili brawo
Zachwalając słuszną demokrację
Na potrzeby ubierając różne kreacje

A to wolność słowa i wyznania
Atakując Kościół według przekonania
Obrzucając błotem nasze świętości
W imię artystycznej wolności

Potem wzięli dzieci nienarodzone
By zabijane mogły być one
Robiąc z tego wielką wrzawę
Wykorzystując zadymę i kurzawę

Uwłaszczyli cały naród dbając
Po świadectwie jednym dając
By się szaraczkowie odczepili
Nie pytali na czym oni się dorobili

Ten i ów za głowę się łapie
Na nic Matka Boża w klapie
Oni swoje wielkie plany mają
Radzą myślą bez umiaru rozkradają

A wszystko to w trosce o ciebie
Narodzie byś nie żył w biedzie
Budują ci kraj szczęśliwości
Homoseksualnej dowolnej miłości

Gwarantując dla nich prawa
Przy tym hałas wolnościowa oprawa
Krzyże chcą pościągać dla równości
By nie przeszkadzały w ich miłości

Psy bezdomne lepiej od dzieci mają
Bo na żarcie więcej od nich dostają
Zamrożono matkom progi dochodowe
By uzyskać finanse na kraju odnowę

Tak to Polska zieloną wyspą się stała
Bo od wyborców szansę dostała
Świński ryj pistolety wibratory
Wprowadzą kraj na nowe tory

Wizje solidarnej Polski uleciały
Piórkiem na wietrze się stały
Dałeś się ogłupić Narodzie
Przez tych co na twoim przodzie

Będziemy się toczyć coraz szybciej
Otwórz oczy pomyśleć chciej
Czy takiej solidarnej Polski chciałeś
Czy popierając taki kraj na myśli miałeś

6.10.2011

Krzyk

Miało być
By mogło żyć
Najbezpieczniej w świecie
Pewno nie wiecie

Pod sercem Matki
Gdzie noszone są dziatki
Miłością otoczone
Bezpieczne miały być One

Cywilizacja śmierci
W brzuchu wierci
Szczypcami abortera
Na strzępy rozdziera

Niemowlę co nie ucieknie
Rozrywane krew cieknie
Krzyczy w rozpaczy
Lecz nikt nie zobaczy

Krzyku bezbronnego
Człowieka zabijanego
W Matczynym łonie
Całe Niebo bólem płonie

Płonie i goreje
Gdy niewinna krew się leje
Krew co Niebo szturmuje
U Dawcy życia interweniuje

Matko Ty masz pielęgnować
A nie abortować
To co w Tobie jest niewinne
Skutki będą brzemienne

4.10.2011

Równia pochyła

Droga z pozoru bardzo prosta
Pod kątem do wyżyn nachylona
Jak górzysty stromy stok
Po której stacza się ludzkość otumaniona

Droga której oczami nie widać
Duchem tylko do uchwycenia
Oczami które wypatrują miłosierdzia
Przez tego co wartości duchowe docenia

Prędkości nabiera nasza cywilizacja
Pędzi świat coraz szybciej się stacza
Promując wciąż nowe zgubne myślenie
Człowiek który obojętnością się otacza

Wciąż myśli tylko o sobie
Głębszych uczuć w sercu nie budzi
Po równi pochyłej przyspiesza
Tak naprawdę nie lubi ludzi

23.09.2011

Jak poprzednio

Znów idą nowe wybory
Bez zmian jak do tej pory
Wybierzemy własne słabości
Niepotrzebne nam osobowości

Z mentalnością niewolnika
Zagłosujemy na przeciwnika
By się swoi od nas nie domagali
I naszej słabości nie poznali

Jak dobrze że te wybory tajne
Bo wyszłyby na jaw dusze sprzedajne
Zgnuśniała i skostniała natura
Do której przylega byle bzdura

Letniość naszego myślenia
Nabita cechami współczesnego lenia
Niech inni wezmą i decydują
Nie ważne że życie popsują

Kiedyś narodzony z duszą niewolnika
Poddaństwo nigdy u Ciebie nie znika
Nie potrzebujesz swobody i wolności
Zniewolonyś przez swoje małe miłości